wtorek, 7 sierpnia 2012

u nas nudy...

Przedwczoraj pojezdzilismy sobie po interiorze, bylo jak zwykle swietnie - zobaczylismy drugi wodospad, duzo wiekszy, znow bylismy przy nim zupelnie sami. Zatrzymalismy sie tez przy jaskini, ale bylo za slisko i zbyt gleboko by tam wejsc z Filipkiem. Potem maly przystanek w miescie na ciastka i lody - jak to na prawdziwych wakacjach a wieczorem gra we freesbee na plazy. Tym razem ne spoznilismy sie na kolacje i dostalismy przepyszne jedzenie - ja w koncu kinlawe, na ktore polowalam od przyjazdu tu - to kawalki surowej ryby z warzywami w mleku kokosowym - naprawde swietne, Filip swoja rybe z frytkami pochlona w kilkanascie minut. A wczoraj relaks na plazy - nurkowanie, plywanie, czytanie. Wieczorem zalaplalismy sie za 500 pesos za wszystkich na impreze dla Japonczykowi  delektowalismy sie lokalnymi specjalami - sosem z jezowca, kinlawe z jackfish z warzywami oraz wielkimi krewetkami w slodkim sosie. A Filip mial okazje sprobowac datongi i rambutany. Basia przyjechala do nas!

2 komentarze: