niedziela, 26 sierpnia 2012

Hongkong i Chungking Mansion

Przylecielismy do HKK o 2 w nocy, wiec nie bardzo juz mialo sens jechanie do miasta i o 3 w nocy szukanie hotelu, wiec zainstalowalismy sie na lotnisku. Wiekszosc z nas sie wyspala, a szczegolnie Filip rozlozlony jak krol na fotelach. Rano dostal gorace kakao i buleczki z pobliskiego 7-11 i  byl rozanielony. A prespektywa otrzymania (lub nie) samochodu w Hongkongu uspakajala wszelkie wariacje.Tak nam bylo milo na tym lotnisku, ze nie bardzo nam sie chcialo jechac do miasta i zalowalismy, ze nie mamy biletow do Europy na ten sam dzien tylko musimy jeszcze spedzic poltora dnia w Azji. Wreszcie kolo 10 sie zebralismy i pojechalismy do wczesniej zarezerwowanego hotelu w centrum HKK. Autobus zawiozl nas prawie pod drzwi i w ogromnym budynku, na ktorego parterze znajduje sie tysiac straganow z jedzeniem, mydlem i powidlem oraz naganiaczami. Wreszcie, korzystajac z opisu z rezerwacji, sposrod wielu odnalezlismy wlasciwa winde i pietro. Jakiez bylo nasze zdziwnie jak nie znalezlismy nazwy naszego hotelu pod wskazanym adresem. Jednak czarny gosc z recepcji zapytal czy jestesmy z Polski, wiec weszlismy do jednej z klit. A tam - na kontuarze lista 10 nazw pod jaka funkcjonuje ten "hotel" - wciaz bez nazwy pod jaka zarezerwowalismy nasze miejsca. Jednak Pan wyciagnal nasza rezerwacje i zaczal na nas krzyczec, ze jak to przyjezdzamy z dzieckiem! (na stronie nie bylo nigdzie miejsca by wpisac dziecko) w zwiazku z tym musimy wziac pokoje o 100% drozsze. Pomijajac fakt, ze zadne z prezentowanych nam pomieszczen nie bylo wieksze od schowka na szczotki to wiekszosc z nich byla zajeta. Zaczela sie nieprzyjemna awantura, z popychaniem, wielkim stresem i placzem Filipka :( Nie chcielismy sie zgodzic na placenie wiecej niz zarezerwowany pokoj wiec zostalismy wyrzuceni! Luxury European Hotel - koszmarne miejsce.
Na szczescie BiL znalezli szybko inny hotel, prowadzony przez Nepalczyka, gdzie pokoje sa bardzo czyste i wszystko ok tylko wieczorem sa wielkie kolejki do windy. Ale nie chcialbym juz powtorzyc nigdy doswiadczenia z pierwszego miejsca...Potem zjedlismy lunch w pobliskiej jadlodajni, przed ktora stala kolejka miejscowych co bylo najlepsza rekomendacja, a nastepnie poplynelismy na wsype, gdzie odwiedzilismy jedna swiatynie i kilka placow zabaw w bardzo fajnych parkach Hongkongu, Filipek wniebowziety. Wciaz sie rozdzielalismy i gubilismy by po chwili sie odnajdowac co jest niesamowite zwazajac na ilosc ludzi w tym miejscu. Po drodze widzielismy tez kilka ulic zajmowanych przez Filipinczykow na ich niedzielny dzien odpoczynku. Bardzo mnie zasmucil ten widok. Wspolczesne niewolnictwo - caly tydzien haruja w domach Chinczykow mieszkajac w tzw. storage rooms (pokojach na szczotki) a w jedny wolny dzien nie stac ich by pojsc na kawe czy nie maja miejsca by przyjac kogos u siebie, wiec siedza na kartonach, bezposrednio na ulicy. A tam graja w karty, rozmawiaja, pokazuja sobie zdjecia, robia manicure i iskaja sie....
Dzis ostatni poranny spacer po Hongkongu i samolot do Tel Avivu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz