piątek, 10 sierpnia 2012
Apo island
Wczoraj wybralismy sie na calodniowa luksusowa wycieczke na podobno najlepsza rafe w okolicy na wyspie Apo. Wyprawa zaczynala sie o 8 z drugiej strony wyspy w resorcie Coco grove (ktory jest piekny i absurdalnie drogi) wiec ja wstalam juz o 5 by wszystko przygotowac. Dojechalismy skuterem na czas i dowiedzielismy sie, ze plyniemy m.in. z dunska para, ktora adoptowala dwoch chlopcow z Nigerii - 5-letniego Philipa i 2-letniego Felixa, takze Filip mial towarzystwo. Lodke mielismy piekna, wyprawa na wyspe trwala mniej niz 1,5 godz., chlopcy byli bardzo podeksytowani a rodzice pinujacy by ktorys nie wypadl an burte. Piekne bylo to jak czarne maluchy przytulay sie do swoich bialych rodzicow i z jaka atencja rodzice (oboje) traktowali dzieciaki, jak sie dzielili opieka nad nimi, rozdawali calusy. Po przyplynieciu na mijesce przewodnik zabral nas w moiesjce, gdzie mozna zobaczyc zolwie. I zobaczylismy je Jedego malego i jednego duzego. I rybki nemo, i troch korali i inne ryby.. tylko Filip po ok. pol godzinei mial juz dosc, bo byly fale i nie czul sie zbyt pewnie w wodzie. Gdy wyszlismy na brzeg okazalo sie, ze jego koledzy tez jzu tam sa ze swoja mama, mieli ten sam problem co Filip. W poludnie dostalismy lunch - schabowy z frytkami! Dzieciaki zachwycone, my mniej, ale byly tez wrzywa curry i ryz oraz pyszne mango i arbuzy. W drodze powrotnej zatrzymalismy sie na kolejne nurki, ale dzieci tym bardziej nie chcialy isc do wody - za gleboko!szkoda...wieczorem kolacja z BiL u nas a dzis odpoczywamy przed walkami kogutow
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz