sobota, 18 sierpnia 2012
rajska wysepka Mantigue
Wczorajszy ranek uplynal nam leniwie na czytaniu, praniu i planowaniu co by zrobic z wolnym popoludniem. Czesc ekpiy byla za wyprawa na white island - lacza piachu, kotra wynurza sie popoludniami na wprost naszej plazy, czesc ( w tym ja) za dalsza wycieczke na inna wyspe, Mantigue. Wszyscy dali sie przekonac na dalsza wycieczke i w ten sposob widzielismy przepiekna rafe i malenka wysepke, ktora mozna obejsc w 15 min. Doplynelismy tam mala banka , gdzie po zaplaceniu za wstep na wyspe, ktora jest parkiem narodowym przezlismy sie po dzungli wyroslej na piasku. A tam bylo pelno palm, takich jak nasza w salonie tylko kilka razy wiekszych :) widzielismy zolwie gniazdo i plywalismy i widzielismy tysiace rybek i lawic i ogromnych, kolorowych i male rekiny i cudna rafe. Plaza tez byla piekna, Filip po serii nurkowania powiedzial, ze treaz musi sie przespac co tez zrobil Zawinal sie szczelnie w moje sari i spal w cieniu palm ponad godzine co dalo nam mozliwosc odpoczac. Bo pod rozowanie z trzylatkiem jest fajne ale tez bardzo meczace....szczegolnie, jesli z drzemki wstaje sie lewa noga i wszystko przeszkadza. Poszlismy z Filipkiem wokol wyspy, na ktorej mieszka 10 rodzin, swietne widoki. Wtem, nasz gosc od lodki zaczal do nas krzyczec - go home, go home. I zebralismy sie w 5 minut, gdyz nadciagaly bardzo czarne chmury. Niestety burzy nie uniknelismy, zlapala nas na motorach...zmoklismy okrutnie, ale rum nas ochronil przed przeziebieniem :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz