wtorek, 31 lipca 2012

i znow w Manili

wlasnie wyladowalismy w Manili na miedzyladaowanie w drodze do Dumaguete z nadzieja, ze tam pogoda bedzie lepsza. W samolocie bylo mnostwo bialych, ktorzy sie ewakuwali z Busuangi tak jak my a tam jakby pogoda sie poprawiala. Przy podchodzeniu do ladowania w Manili bylo ostro - samolot niezle sie kolysal przy tak silnym tajfunowym wietrze. Filip wlasnie bawi sie z filipinskim kolega przy kabinach telefonicznych - kazdy probuje w jakims swoim jezyku gdzies zadzwonic - Filip oczywiscie do Tymona. Domienilismy troche kasy, bo jednak kurs na lotnisku najlepszy a ceny wysokie, jak to w biednych krajach, zupka z proszku 7 zl. Filip dzis dostal glupawki i dziala na nerwy, ale moze mu niebawem przejdzie...Usciski!

gorace zrodla

Pol godziny po tym jak kupilismy bilety na wylot z Busuangi wyszlo slonce, coz za ironia. Wybralismy sie wiec chociaz na gorace zrodal, bo pora bylo wczesnopopoludniowa i za pozno bylo na dalsza wycieczke. Pojechalismy tuktukiem. Filip sie dopytywal, czy po powrocie mozemy zaprosic gosci, zeby mogl Tymonowi opowiedziec jak jechal motorem : ) Zrodla super. Woda rzeczywiscie goraca, zrodlo siarkowe, widok piekny na morze i gory. W drodze powrotnej Filipek zasnal, ja robilam zdjecia prawdziej "off the beaten track" - dzieci w blocie, chatek skleconych z czegobadz. Nasz tuk tuk niezle czasem rzepolil by pokonac kaluze i dziury. Wieczorem wdalam sie w pogawedke z corka wlasciciela naszego hotelu, ktora studiowala w Sydeny. Wiele mi to powiedzialo o mentalnosci Filipinczykow - ewidentnie tu "wyzsze sfery" nie mieszja sie z pospolstwem, Dziewczyna pracuej on-line dla australijskiej firmy teleckomunikacyjnej mieszkajac w Coron Town - troche to abstrakcyjne. Jak sama przyznala wiekszosc czasu spedza na skypie - albo pracujac albo rozmawiajac ze swoim chlopakiem, ktory w czasie pry deszczowej pracuje w Stanach.
Moje skojarzenia na temat podobienstw do Indonezji okazaly sie byc nie bez podstawne - mieszkacy tej wyspy przyjechali tu wlasnie z Indonezji!
Zdjecia sie podobaly? To jutro dodam wiecej ze zrodel! Piszcie do nas

poniedziałek, 30 lipca 2012

pare zdjec z Busuangi















zalalo nas

Dzis w nocy byl przyplyw i zalalo nas a dokladniej nasza kuchnie, gdzie lezala spora czesc rzeczy na podlodze. Od wiekszych szkod uratowal nas Filipek, ktory nad ranem zaczal krzyczec, ze nie podba mu sie jak woda chlupocze w kuchni - ostatni moment by wrzucic wszystko z podlogi na lozko. Coz, podloga zrobiona z bambusowych zerdzi slabo chroni przed przyplywem. Juz mam dosc tych chlupotow. Kupilismy bilety samolotowe na jutro na Siquijor z nadzieja, ze tam bedzie troche lepiej, choc podobno w zwiazku z tajfunem na calych Filipinach leje. Troche szkoda, ze nie zobaczymy El Nido, ale obecnie nie ma sie tam jak dostac. Dzis rano skorzystalismy w pelni z naszej kuchni szykujac sobie jajka na twardo, kawe i kakao. Oraz paczki. Te paczki to jeszcze z tydzien bedziemy jesc. Od rana z Filipkiem przerabiamy ksiazeczki edukacyjne, lego, bajki, jakos dajemy rade, bardzo fajne to nasze dziecko, wiekszosc rzeczy jednak mu sie podoba. Sprobuje zalaczyc pare zdjec, mam nadzieje, ze sie uda. Sa kiepskie, bo i pogoda nienajlepsza i aparat taki sobie....

wciaz Coron

Utknelismy na wyspie jak i pozostali biali. Od wczoraj nic nie plywa ani nie lata z powodu bardzo zlej pogody, chociaz moim zdaniem dzis bylo duzo lepiej niz wczoraj - nie padalo w sumie jakies 3 godziny... Poszlismy z Filipkiem na zakupy do piekarni by zdobyc jakies ciasto urodzinowe. Skonczylo sie na zakupie chyba z kilograma mini-paczkow .... typowy brak zrozumienia z paniami w piekarni (a bylo ich z 10 w naprawde niewielkim sklepie). Mimo planow nie pojechalismy na gorace zrodla, gdyz niektorzy wiekoszosc dnia przespali...coz urodziny! :) wieczorem poszlismy do restauracji Dive club sie dowiedziec co z transportem, ale na razie wiadomo, ze wszytko odwolane - i wycieczki i nurkowania. Wiec budowalismy z klocow, rysowalismy, czytalismy, ogladalismy bajki i swirowalismy jak to w deszczu na ograniczonej powierzchni bywa. Dobrze, ze rum tani :P

niedziela, 29 lipca 2012

Coron town

Mimo deszczu wybralismy sie wczoraj na przechadzke po miescie. Typowe azjatyckie miasteczko trzeciego swiata, mi przypominalo bardzo podobne miasteczka na  Flores w Indonezji. Gdy tylko wyszlismy na glowna ulice zlapala nas burza - troche przeczekiwalismy pod markiza  jednego ze straganow ale w koncu wzielismy loaklnego tricykla - motor z metalowa nadbudowka dla pasazerow. Filipowi bardzo sie podobalo. Pojechalismy niedaleko bo tylko na market, niestety juz sie wszyscy zbierali. Poszlimy na nadbrzeze, gdzie wiatr byl tak silny, ze polamal nam parasol. A potem wrocilimsy do chatki i wegetowalismy, bo deszcz lal. Sprawdzilismy pogode na najblizsze dni i kicha :( bedzie lalo. Chociaz dzis rano akurat nie pada, szkoda ze niektorzy jeszcze spia i nie za bardzo mozemy gdzies sie wybrac. W planie na dzis gorace zrodla i rozgldanie sie czy ejdnak jedziemyna wycieczki na plaze czy probujemy stad sie ewakuowac. Lodka chyba nie wchodzi w gre, bo morze wzburzone. Aha - od czasu do czasu mmay w chatce swoje zwierzatka - na przyklad gekony lub... szczura...Trzymajcie kciuki by w koncu sie wypogodzilo!

sobota, 28 lipca 2012

Busuanga

Po 6 dniach podrozy, 5 samolotach i kilku busach dojechalismy na Busuange. Roznica miedzy naszym ostatnim miejscem pobytu a Coron - przepasc. Mieszkamy teraz w chatce z bambusowych bali, na szczescie przestronnej, ale zupelnie podstawowej. Chatka stoi na wodzie, na balach, mieszkamy tak jak miejscowi. Zadziwiajace jest to, ze jest tu prad i internet. Widok jest piekny. Tylko jedna glowna niedogodnosc - leje. Juz nie pada i nie mzy tylko regularne oberwanie chmury, wiec nie za bardzo mozna zwiedzac czy plywac. Filipowi sie podoba, mowi, ze chatka super a teraz z lego buduje podobna. Zdjecia dolacze jak przebiore.

piątek, 27 lipca 2012

lotnisko w Manili

i juz po kolejnym odcinku podrozy. W samolocie bardzo ok, choc Cebu Airlines to taki lokalny low cost. Interesujacy byl quiz prowadzony w czasie lotu by troche rozerwac pasazerow - by otrzymac podarunek od linii trzebabylo np. jak najszybciej pokazac banknot 20 peso filipinskich albo zdjecie rodzinne. Filipek ok, budowal sobie z lego dzieki czemu moglam sie troche przespac. On , bidak zasnal w czasie ladowania, wiec potem trzeba bylo go niesc do odprawy. Mimo, ze kontynuujemy podroz ta sam linia na Coron to musielismy przejsc przez kontrole, odebrac bagaz i znow go nadac. Wymienilismy juz kase i kupilsimy karte do komorki.
a siec , jak na razie, jest wszedzie, ot globalizacja

miedzy Hongongiem a Manila

Dzis wstalismy w srodku nocy czyli o 4 nad ranem...patrzac na pozytywy to widzielismy wschod slonca stojac na przystanku o 5. Filip oczywiscie byl slabo przytomny o tej porze a tuz przed przyjazdem autobusu zaczal krzyczec, ze kupa, kupa, juz natychmiast i .... autobus smignal nam przed nosem! Na szczescie kolejny byl juz po 15 minutach i dotarlismy na czas. Widoki bardzo ladne. Na lotnisku nuda :) warto zaznaczenia tylko specjalna kojejka do security dla rodzin. Pa! wsiadamy do Cebu Pacific i lecimy juz na Filipiny

i prawie po Hongkongu

Dzis lalo znacznie bardziej, wiec ranek spedzilismy dosypiajac w hotelu, odwiedzajac plac zabaw w hotelu i szykujac sie na popoludniowe zwiedzanie. Potem bus na stacje metra i pojechalismy wymienic troche pieniedzy oraz zobaczyc tutejsza aleje gwiazd na nabrzezu. Lalo i lalo az przestalo. Aleja bardzo fajna, zrobilismy chyba z tysiac zdjec, potem szybka (droga) kawa jednak w Macu (toaleta!) az szwendanie sie po miescie. Trafilismy przypakiem to bardzo ladnego parku z flamingami, papugami i swiatynia - widok niesmaowity - wyspa wsrod drapaczy chmur. Troche trudno bylo chodzic tak , by Filip nie zauwazyl palcu zabaw (wszystko bylo mokre) ale sie udalo :) Filip w ogole strasznie dzielny, zwiedzl dzis od 11 rano do 11 wieczorem tylkoz krotko, ok. polgodzinna drzemka na naszych rekach! W koncu kolo 17 spotkalismy sie z Basia by wspolnie przeplynac na inna wyspe, zobaczyc tutejsze SOHO i zjesc obiado-kolacje. Calkiem niezla byla - mala wietnamsko-chinska knjapka z bardzo stromymi schodami, wybitnie nieturystyczna a jednak wciaz drozsza niz by sie wydawalo (np. zupa ok.40 hkd = 4 euro, piwo18hkd =1,8 euro). No i znow sie rozdzielilismy , gdyz oni woleli powloczyc sie na nogach, by wziac tramwaj pietrowy (atrakcja sama w sobie) i patrzec z gory na pograzajace sie blaku neonow miasto. Kolo 21 zaczelo sie robic nerwowo, gdyz przed 23 musielismy dotrzec do hotelu aby odberac depozyt (250 usd). A tu jeszcze prom, kolejka, busik....Zdazylismy na styk i tylko dzieki temu, ze w koncu ze stacji metra wzielismy taksowke.
Filip w tramwaju wszystko komntowal az stwierdzil,ze on w Hongkongu chce zamieszkac tylko musi wrocic po swoje zabawki. I ze nowe mieszkanie musi miec garaz na jego rower. Mi uniwesytet tez sie bardzo podoba, trzebaby tylko przekonac tate....Jutro pobudka o 4:30 i samolot do Manili a stamtad na Coron

czwartek, 26 lipca 2012

w Hongkongu

Chinska goscinnosc jest niesamowita. Profesor, z ktorym bylam tu umowiona na spotkanie zadzowonil do hotelu, ze wyjechal po nas na lotnisko, szkoda, ze o tym nie wiedzielismy, bo sie chlopina na darmo fatygowal i 3 godziny czekal tam...Przyjechal pozniej po nas do hotelu, pokazal nam campus i lab, ladne widoki ze wzgorza. Potem zaprosil na kolacje w naprawde fajnym miejscu, gdzie zamowil dla nas mnostwo samkolykow, nie do przejedzenia....wiec poprosil o zapakowanie ich dla nas! Filip, jak tylko sie oswoil zaczal troche szalec (wlazl pod stol, wkladal sobie paleczki do sanadalow i mowil, ze ma magiczne buty i zaraz odleci...) ale powiedzmy szczerze 2-godzinna kolacja mogla byc dla niego przydluga...Potem wieczorny spacer nabrzezem, co prawda w lekkim deszczyku, ale i tak swietny. Pospalismy sie w koncu przy cartoon networks - jedni przy pomocy whisky z cola, inni syropku uspokajajacego  :) jet lag zazegnany. Widoki z 15-pietra wypasionego hotelu - jak na filmach :)
Zbieramy sie na zwiedzanie, mimo ze wciaz pada (kapusniczek). Cztery dni temu byl tu tajfun o sile 10/10...
pozdrawiamy!

z Hongkongu

Dolecielismy, choc latwo nie bylo. Na szzescie bagaze sa z nami, podstawiony busik zawiozl nas prosto do drogiego hotelu. Juz po prysznicu,idziemy zwiedzac. Kabanosy sie bardzo przydaly!

środa, 25 lipca 2012

z Tel Avivu

Juz jestesmy prawie w polowie drogi na Filipiny. Spedzilismy bardzo mily i wyczerpujacy dzien w Warszawie, gdzie zwiedzilismy Centrum Nauki Kopernik. Tylko dwie godziny stania po bilety i juz w srodku. Niestety tlumy innych zwiedzajacych skutecznie utrudnialy eksperymentowanie a taras widokowy to porazka. Bardzo fajna dla Filipa byla wystawa Bzz, taka wlasnie dl przedszkolakow. Popoludniu spotkalismy sie z Grzesiem w swietnej tawernie Patris. Filip niestety padl po drodze, troche sie przespal na calikem wygodnych poduszkach w knajpie, ale kiedy postanowilismy jz wracac zrobil niezly cyrk. Zazyczyl sobie sko pomaranczowy i taki dostal. Zmienil zdanie, nie chcielismy mu kupic nowego soku, wiec ten ktory dostal wylal na chodnik....dostal ochrzan i buczal chyba z godzine. Wieczorem bylo duzo lepiej dzieki Ewci i Waldiemu, ktorzy niedosc, ze oddali nam cale mieszkanie do dyspozycji to jeszcze zabrali nas do swietnej wloskiej knajpki wieczorem. Filip sie oblowil, bo ciocia Ewa pozwolila mu pozyczyc sobie resoraki Misia.
Dzis od rana w samolotach i oczywiscie juz z przygodami....
W check-in spedzilismy jedyne 2 godziny.... Najpierw obowiazkowe wypytywanie  po co, gdzie, z kim i czyje to dziecko, potem trzepanie plecakow a nastepnie....nie m dla nas biletu na dzis do Izraela. Gdyz albowiem to co widzielimy jako nasz bilet elektroniczny bylo tylko rezerwacja... Na szczescie samolot nie byl zbyt pelny wiec po dyskusji, chwili strachu i tlumaczeniach wydrukowano nam karty wstepu na poklad. Nasze bagaze co prawda nie zostaly od razu wziete ale to taki szczegol...Dowiedzielismy sie rowniez, ze nie siedzimy razem na trasie do Hongkongu a generalnie miejsca mamy miedzy kuchnia a toaleta. Na razie nie mozna nic zmienic. Czekajac na wyjscie z samolotu zobaczylismy nasze plecaki wyjezdzajace z tasme. Zostaly rzucone na ziemie a nastepnie skopane.Taki szczegol. Gorsze jest to, ze zdjeto i zostawiono rowniez pokorowiec z jednego  plecakow, przy ktorym przytwierdzone sa pletwy a pokrowiec je chronil. Nasza interwnecja u zalogi samolotu nic nie dala, dopiero zlapnie kogos z obslugi lotniska daje szanse, ze byc moze pokrowiec bedzie przy bramce. Coz, juz niedlugo zobaczymy. Filip jak na razie ok, bawi sie nowymi samochodzikami i buduje z lego, ktorego kilka sztuk przezornie zabralismy z domu. Wyludzil tez ice tea za 3 dolce pol litra! Jeszcze tylko 3 godziny i juz bedziemy w nastepnym samolocie. A potem 12 godzin lotu ....

środa, 18 lipca 2012

Już za momencik...

Znalazły się nasze paszporty i już nawet mają wbite filipińskie wizy! Chyba jednak pojedziemy...:)
Filip mówi, że podoba mu się taka wyprawa i pyta o kolory kolejnych samolotów. Będziemy informować :)

wtorek, 10 lipca 2012

Przygotowania

Za 13 dni Filip wyrusza na swa pierwsza wyprawe do Azji. Leci wraz z rodzicami i ich kolegami najpierw El Alem do Hongkongu, gdzie spedzi 2 dni a stamtad Cebu Pacific Airlines prosto do krainy tysiaca wysp. Filip przygotowuje sie do wyjazdu na basenie (lekcje plywania), medycznie (szczepienie wzw A) oraz mentalnie ..." dlaczego nie mozemy zabrac Tymona (przyjaciel z przedszkola), babc i dziadka??? "