Wczoraj mielismy tu impreze pozegnalan dla wizytujacych Siquijor japonskich przedszkolanek, bylo naprawde smiesznie. Podali nam pieczonego prosiaka (Filip od kiedy zobaczyl go caly czas wolal, ze on chce jesc swinie!) a poniewaz jestesmy ulubiencami obslugi dostalismy to co wedlug nich jest najlepsze czyli chrupiaca, tlusta skore....no coz, dobrze, ze mozna bylo wrocic i poprosic o jakis kawalek miesa i tak zalapalismy sie na zeberka :) oraz kilka rodzajow rybe mango, arbuzy, anansy i domowej roboty lody z mango (pycha!) - 300 pesos/glowe, Filip gratis. To nie koniec naszych kulinarnych ekspolaracji, gdyz w ciagu dnia zalapalismy sie na swiezego kokosa prosto z drzewa. Akurat chlopcy mieli ochote na kokosa, wiec wdrapali sie na palme i zrzucili kilka, a poniewaz chcielismy jednego to dostalismy - wysmienite! Poza tym wciaz zwiedzamy nowe, piekne dzikie plaze, jezdzimy skuterem po dzungli i w ogole nie chce nam sie stad wyjezdzac... ale w koncu trzeba wiec jutro wybieramy sie na wycieczke na Apo - raj nurkowy z piekna rafa koralowa a w sobote juz mamy okazje zalapac sie na wycieczke z delfinami i chyba juz zostaniemy kolo Boholu. A tak nie chce nam sie wyjezdzac....
Dzis wieczorem BiL przychodza do nas na kolacje, mam nadzieje, ze nie beda rozczarowani, bo ich miejsce tez jest bardzo ladne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz