czwartek, 9 sierpnia 2012

ostatnie dni w Siquijor

Wczoraj mielismy tu impreze pozegnalan dla wizytujacych Siquijor japonskich przedszkolanek, bylo naprawde smiesznie. Podali nam pieczonego prosiaka (Filip od kiedy zobaczyl go caly czas wolal, ze on chce jesc swinie!) a poniewaz jestesmy ulubiencami obslugi dostalismy to co wedlug nich jest najlepsze czyli chrupiaca, tlusta skore....no coz, dobrze, ze mozna bylo wrocic i poprosic o jakis kawalek miesa i tak zalapalismy sie na zeberka :) oraz kilka rodzajow rybe mango, arbuzy, anansy i domowej roboty lody z mango (pycha!) - 300 pesos/glowe, Filip gratis. To nie koniec naszych kulinarnych ekspolaracji, gdyz w ciagu dnia zalapalismy sie na swiezego kokosa prosto z drzewa. Akurat chlopcy mieli ochote na kokosa, wiec wdrapali sie na palme i zrzucili kilka, a poniewaz chcielismy jednego to dostalismy - wysmienite! Poza tym wciaz zwiedzamy nowe, piekne dzikie plaze, jezdzimy skuterem po dzungli i w ogole nie chce nam sie stad wyjezdzac... ale w koncu trzeba wiec jutro wybieramy sie na wycieczke na Apo - raj nurkowy z piekna rafa koralowa a w sobote juz mamy okazje zalapac sie na wycieczke z delfinami i chyba juz zostaniemy kolo Boholu. A tak nie chce nam sie wyjezdzac....
Dzis wieczorem BiL przychodza do nas na kolacje, mam nadzieje, ze nie beda rozczarowani, bo ich miejsce tez jest bardzo ladne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz