Podroz z Bohol na Camiguin zajela nam
caly dzien i była meczaca – najpierw plynelismy lodka, potem
jechalismy jeepneyem, następnie przesiadlismy się do napakowanego
do granic autobusu, po dwoch godzinach czekania poplynelismy promem
(morze wzburzone, wszyscy mieli troche choroby morskiej) a po
doplynieciu na Camiguin znow jeepney i multicap. By się dowiedziec,
ze w wybranym przez nas hotelu nie ma miejsca...wiec znow taksowka i
do drugiego miejsca. W Seabrise na szczescie mieli wolne spore domki
za 500 pesos z fajnym widokiem na czarna, wuklaniczna plaze i morze.
Natepnego dnia wynajelismy motory (gdyż skuterow nie maja tutaj,
zbyt gorzysty teren) i wyruszylismy na zwiedzanie. Widzielismy
zatopiony cmentarz, zimne zrodla sodowe – gdzie zorganizowano
bardzo fajny basen i wszyscy w koncu się zrelaksowalismy i wodospad,
do ktorego dotarlismy po ok polgodzinnej przeprawie po glazach.
Goraco tu, zielen palm jest dużo ciemniejsza niż na Siquijor,
wulkany wygladaja dostojnie...Filipkowi podba się bardzo motor i
caly czas dopytuje się o wulkany. Jednak podjescie na nie jest dość
trudne, więc chyba sobie odpuscimy.
Wczorajszy dzien rozpoczal się od
wizyty w miescie Mumbajao, gdyz mielismy drobne wypadki motorowe – ja
potrzaskalam kask a BiL tylne swiatlo. Czasami stan tutejszych drog
jest bardzo off-road...Na szczescie nic nikomu się nie stalo a koszt
czesci zamiennych nie był duzy i wszystko już odkupilismy. Ja kask
w sklepie zelaznym za cale 200 pesos...Potem wybralismy się na
kolejny wodospad, który okazal się być hiperturystyczny i
czesciowo obetonowany, więc czym predzej wsiedlismy na motory i
pojechalismy ogladac wielkie malzo-muszle (giant clams http://animals.nationalgeographic.com/animals/invertebrates/giant-clam/ )
Sa piekne! Ogromne – osiagaja
rozmiary do 1m, są bajecznie kolorowe i niebezpiczne, daltego oglada
się je z przewodnikiem. Zamykajaca się blyskaiwcznie muszla może
odciac ciekawksa reke, która chce dotknac srodka muszli. W okol
muszli – cudna rafa koralowa, z wielkmi rybami – parrot fish,
sergeant fish, nemo itd. i swietnym koralem – brain, moon, hospital
coral, by wspomniec tylko kilka. Na obiad tam zjedlismy sobie walsnie
rybe sierzanta (http://en.wikipedia.org/wiki/Sergeant_major_%28fish%29 ) Wysmienita! A wieczorem, na dobre zakonczenie
dnia, pojechalismy do gracych zrodel zrelaksowac się. I było milo,
tylko woda już nie jest taka goraca, gdyż podgrzewajcy zrodla wulkan
stygnie.
Filip wczoraj mial dzien dobroci i
mowil jaki jest bardzo wdzieczny, ze go tutaj zabralismy oraz ze
wszystkich kocha :) i ze jego Klarze tez by się tutaj podobalo. I koniecznie musi kupic pamiatki Tymkowi i Klaruni
JA i PA jak remont? mam nadzieje, ze choc troche odpoczywacie... a co u Panstwa S?
My bardzo tęsknimy za wami
OdpowiedzUsuńRemont? No coz, JA okresla to jako "kacza d...a" Zostaly nam dwa tygodnie a konca prac nie widac za to pieniedzy jak najbardziej. S byli na wakacjach nawet nie wiemy co u nich, dzisiaj zadzwonie to sie dowiem :) Pozdrawiam Was I BiL goroco. Bawcie sie dobrze I pisz, bo Wasze przygody zastepuja nam wakacje w tym roku :)
OdpowiedzUsuńA, I oczywiscie zdjecia chcemy ;)
OdpowiedzUsuń