Juz od kilku dni jestesmy w tak
idyllicznym miejscu, ze nie ma jak go opisac :) ale przede wszystkim
dostęp do internetu jest ograniczony, więc i kilkudniowe opoznienie
się zrobilo. Za to ta notka będzie dluga, bo wrazen się
nazbieralo. Po pierwsze jestesmy wszyscy zachwyceni zarowno nazym
japonskim hotelem jak i sama wyspa. Pogoda tez niczego sobie, padalo
tylko raz i to w nocy a poza tym slonce z lekkimi chmurkami i palmami
kokosowymi. Objechalismy cala wyspe dookola, na wynajetym w hotelu
skuterze, wszysko było piekne. I roznorakie palmy, i rozwalajace się
chatki, i piekne hacjendy bogaczy, i coraz to inne plaze, i machajacy
nam usmiechnieci Filipinos. Sprawdzilismy inny pensjonat, Kiwi, gdyż
w naszym japonskim mozemy zostac tylko do niedzieli, ale nie dorastal
do piet naszemu miejscu, więc postanowilismy prosic Japonczykow o
jakiekolwiek miejsce u nich, nawet to co maja dla sluzby.
Zatrzymalismy się tez na ladnej plazy z basenem i zjezdzalniami, ale
ponieważ jestesmy poza sezonem to nic nie było czynne. W
miedzyczasie Filip zasnal na skuterze, więc trzebabylo się
zatrzymac, akurat trafilismy na festwial w miejscowej szkole –
dzieci tanczyly i spiewaly dla rodzicow. Koncepcja fajna, mi się
jednak nie podobalo, gdy zobaczylam umalowane 8-10 latki w butach na
obcasach, kusych spodniczach wyginajace się w rytm muzyki disco, tak
jakos bardzo smutno mi się zrobilo. A mój smutek spotegowaly
zjadajace mnie mrowki! Gdyz przez nieuwage stanelam z Filipkiem na
rekach w mrowisku....Trzeba przyznac, ze droga okalajaca wyspe jest
naprwde niezla, poza remontowanymi fragmentami asfaltowa, szeroka i
plaska, więc skuterem jezdzi się fantastycznie. Wczoraj,
korzystajac z tego, ze skuter mielismy jeszcze do poludnia
pojechalismy zwiedzic najwieksze miasteczko – zrobilismy zdjecie
kosciola, portu i to był koniec miasteczka :), potem rezerwat
namorzyn, gdzie maja domki na drzewach do wynajecia (może tu
będziemy spac?) i wreszcie z powrotem na nasza prywatna plaze. Jak
tylko weszlismy tam zobaczyc co i jak Filip rozebral się na golasa i
wskoczyl do wody! Akurat woda była idealna, plaze mielismy cala dla
siebie, więc tam zostalismy na cale popoludnie. W miedzyczasie
wlasciciel pozyczyl nam kajak, więc poplywalismy troche wzdluz
brzegu, ponurkowalismy, zbudowalismy piaskowe ciasto kokosowe z muszlami i krabikiem i zamek z
parkingiem....i już mamy dość plazowania :) w niedziele więc znow
skuter i jedziemy nad wodospady w centrum wyspy. Codziennie tez
chodzimy na spacery po plazy i tu wychodzi poetycka natura Filipa –
widzac zachod slonca powiedzial, ze sloneczko zaklada czerwona
pizamke na noc ;)
Jak to zwykle bywa na takich wyjazdach
poznajemy tez przelotnie ciekawych ludzi. W naszym hotelu mieszkal
były amerykanski ochroniarz, który ochranial jakiś waznych ludzi w
Manili a obecnie uczy nurkowania na Filipinach, Anglik, który rzucil
robote i zyje z wynajmowania swojego mieszkania w Camden w Londynie,
francusko-niemiecka para, która zyje w Manili z dwojka swoich
dzieci, gdyż zona pracuje dla niemieckiej agencji rozwojowej a maz
zajmuje się domem itd...Jak będzie więcej czasu to napisze o
rozmowach z nimi, gdyż były bardzo ciekawe.
A teraz jest już 6:30, slonce coraz
wyzej a Filipek domaga się bajki, wiec musze oddac komputer... piszcie do nas!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz