czwartek, 2 sierpnia 2012

do Siquijor


W Dumaguete udalismy się do galerii handlowej by kupic nowe akumulatory do aparatu. W Lee Plaza pracuje chyba z tysiac osob – przy wejsciu na kazde stoisko – ochrona, kase obsluguja trzy osoby – jedna kasuje, druga pakuje, trzecia pilnuje. Wszyscy bardzo uprzejmi, wszyscy mowia po angielsku. Ceny wyzsze niż w Polsce. Jak oni tu zyja? Glownie z pieniedzy przysylanych przez innych czlonkow rodziny pracujacych w Ameryce lub w innych panstwach Azji. Filipinki są pomocami domowymi w Hongkongu,Malezji, Singapurze, pielegniarkami w Kanadzie i w Stanach. Wysylaja na Filipiny 1,6 miliarda dolarow rocznie a na samych Filipinach wiele artykulow jest importowanych. Dumaguete bardzo przyjemne, dużo studentow, ladny kampus no i swietne nabrzeze. Zdecydowalismy plynac na Siquijor dopiero o 13:30, bo na 9 nie było szans zdazyc, więc przed wyruszeniem w dalasza podroz zaczelismy dzwonic do upatrzonych hoteli. Do prawdziwego backpakerskiego Kiwi nie moglismy się dodzwonic, w koncu udalo się do Marmirne. Niestety ceny wyzsze niż zakladal nasz budzet...no i malo opcji, te najtansze zajete, została tylko super chatka z klima, tv i goraca woda, widokiem na morze Fuji za 280 zl lub pokoj rodzinny za 130 zl bez tego wszystkiego. Postanowilismy pojechac tam jednak i zdecydowac na miejscu, zwłaszcza, ze hotel placil za przyjazd z portu.
O 13:30 wzielismy lodke Delta na Siquijor. Najpierw czekalismy na nia w bardzo przyzwoitej poczeklani na ladzie, gdzie był nawet plac zabaw. Juz w barce poczekalniowej tak bujalo, ze wzielam aviomarin a Filip ukladal się do snu. Na lodce, mimo wykupionych tanich biletow, skierowano nas i innych bialych do części z klima a tam po minucie oboje z Filipem spalismy az do przybycia na Siquijor. A tam....wreszcie to na co czekalismy! Bialy piasek, palmy i slonce! I wyjacy Filip, bo właśnie się obudzil :( na szczescie przeszlo mu w miare szybko a tricykl zabral nas do hotelu, który przeszedl nasze oczekiwania.... okazalo się, ze wlasciciel Japonczyk stworzyl tu taka mala Japonie, także mamy dwa w jednym – i Filipiny i Japonie :) postanowil tez udzielic nam znizki i daje super chatke Fuji za 200 zl...my jednak jestesmy dziwni i wybralismy pokoj bez tv, bez klimy i bez lazienki w pokoju ale za to o powierzchi 40m z pieknym widokiem na plaze, morze i plamy. Popoludnie spedzilismy snorklujac – rafa niestety zniszczona, ale widzielismy kilka rozgwiazd – pomaranczowe (b.duzo), niebieskie i fioletowe, które wygladaly jak zrobione z plasteliny, kilka rybek , ze dwie lawice bialo-czarych malych rybek. Pieknie! Filip nie bardzo chce zakladac maske, ale wypatrywal rozgwiazd przez powierzchnie. Akurt był odplyw, więc przez kilkaset metrow glebokosc nie przekraczal pol metra. Potem spacer po plazy w blasku zachodzacego slonca... Filipinczycy lowili jezowce, mule i inne przysmaki morza. Wieczorem kolacja w blasku swiec z obsluga w kimonach...piekne dziewczyny, 4 na 6 stolikow, jedzenie wysmienite plus deser – owoce w mleku kokosowym gratis. Filip wciagal noodle z kurczakiem az milo a dodatkowo zjadl mój ryz. a teraz luli na lozkach w porzadnych moskitierach. Dobranoc!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz