poniedziałek, 13 sierpnia 2012

z drogi na Camiguin

Jestesmy w drodze z Bohol na Camiguin, ciezko z internetem, cos tam napisalam dzis o swicie i wstawiam w porcie, tuz przed wyplynieciem na  Camiguin.

Ville Marmarine opuszczalismy o 5 rano dwa dni temu by zdazyc na lodke z Siquijor na Bohol. Cala obsluga wstala by sie z nami pozegnac, lacznie z Panem Harada, wlascicielem. Wszyscy chcieli by Filip z nimi zostal, ale on jakos sam nie chcial :) Odwieziono nas do portu, pod sama lodke (mimo, ze teoretycznie nie mozna) I zapakowano do bardzo klimatyzowanej czesci lodzi, z ktorej szybko ucieklismy na gorny poklad, bez klimy. Dojechali BiL i ruszylismy. Do Tagbilaran doplynelismy tuz po 9 co dawalo nam caly dzien na zwiedzanie. Jeszcze w porcie nie moglismy sie za bardzo zdecydowac, gdzie chcemy mieszkac – czy w tanim hostelu w miescie czy w fajnych starych domach na przedmiesciach czy w ogole gdzie indziej. Bez decyzji wyszlismy przed port by wziac tuk tuka a w sumie wsiedlismy do vana, ktorego kierowca poczatkowo wiozl nas do hotelu a po drodze przekonal nas, ze dobrze by bylo od razu pojechac na zwiedzanie. Zapakowani wygodnie stwierdzilismy, ze to dobra opcja 2000 pesos na cala grupe jest akceptowalna cena i ruszylismy do Baclayon. Tam widzielismy najstarszy kosciol na Filipinach, potem Pan proponowal kilka innych atrakcji, do ktorych nie bylismy przekonani (pyton na lancuchu, ogrod motyli) wiec pojechalismy od razu odwiedzic tarasiery- najmniejsze malpki na swiecie z wielkimi oczami. Podobno to one zainspirowaly Spilberga do postaci E.T. Nie zawiedlismy sie – zwierzaki sa bardzo slodkie, zrobilismy im chyba ze 100 zdjec! Filipek, jak znudzil mu sie kolejny tarasier, dostal na reke chrabaszcza wiekosci jego dloni. Na poczatku mowi, ze chce go na reke, ale odsuwal dlon I biedak spadl na ziemie, potem sie przekonal I mowil, ze chrabaszcz go laskocze. Ostatnia atrakcja – must see Boholu bylu czekoladowe wzgorza (chocolat hills), ktore wygladaja jak na obrazach I sa swietne. Sa to gorki, ktore wygladaja jak usypane niewielkie stozki, jest ich ok.1280 i wedlug najpopularniejszej teorii powstaly w wyniku wypietrzenia sie koralowcow. Filip byl zachwycony wspinaniem sie a potem zbieganiem z gory, na gorze uderzyl w dzwon, ktory podobno spelnia marzenie – jego marzeniem jest by wszyscy byli zdrowi, wiec dbajcie o siebie! O 15 byslimy po zwiedzeniu wszystkich atrakcji Boholu I teoretycznie moglismy stamtad wyjezdzac...ale nie przyszlo nam to do glowy I postanowilismy, ze zamieszkamy w Nuts Huts – domkach na palach, w dzungli przy rzece. Miejsce jest piekne, ale naprawde trudnodostepne, zwlaszcza z plecakami na plecach. Mimo upalu I tysiaca schodow dzielacych wejscie od chatek dotralismy na miejsce I zamieszkalismy w bardzo podstawowych domkach z zimna woda I cudnym widokiem na tropikalna rzeke I sciane dzungli.

Bohol dzien 2
Bardzo leniwy poniedzialek...na szczescie, bo Filip od rana byl nie w humorze, rozpoczal od zjedzenia mojego sniadania – bo jego bedzie na pozniej (naprawde dba o moja linie...) a potem robil cyrk, ze on chce samochod, a przypomnial sobie o nim 1000 schodow od chatki. Wyl chyba z pol godziny I nie pomagalo ani tlumaczenie, ani ignorowanie ani wysmiewanie, zacial sie na slowie “saa-mooo-choood” . Az doszlismy do parku przygodowego, gdzie na gorskiej uprzezy mozna przefrunac nad rzeka - zip-line. Czlowiek kladzie sie w specjalnym fartuchu zabezpieczonym profesjonalan uprzeza i zjezdza na linie na sporej wysokosci co moze dac uczucie latania. Oczywiscie polatalismy sobie, ja w tandememie z Filipkiem, ktory w jedna strone wyl, bo nie dostal kasku jak wszyscy (nie mieli jego rozmiaru a I tak w razie czego ja wszystko bym zamortyzowala), ale w druga byl zachwycony I zapytal, czy jak przyjdziemy tu w nocy to w koncu siegnie po swoja gwiazde z nieba. Bo ostatnim jego zyczeniem jest by sciagnac gwiazde z nieba...
A nocy niebo bylo cudownie rozgwiezdzone a dzungla glosna od odglosow zwierzat

Bohol-Camiguin
Juz nie chce sie nam tachac plecakow n gore (1000 schodow Ii spory marsz, kolo 800 metrow) wiec bierzemy lodke prosto spod chatek do miasta Loboc (170 pesos.glowe za 15 minut! Zdzierstwo!) skad pojedziemy na druga strone wyspy z nadzieje, ze jednak plywaja dzis lodki do Camiguin – podobno najwiekszej wulkanicznej wyspy na swiecie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz