Ville
Marmarine opuszczalismy o 5 rano dwa dni temu by zdazyc na lodke z Siquijor na
Bohol. Cala obsluga wstala by sie z nami pozegnac, lacznie z Panem
Harada, wlascicielem. Wszyscy chcieli by Filip z nimi zostal, ale on
jakos sam nie chcial :) Odwieziono nas do portu, pod sama lodke
(mimo, ze teoretycznie nie mozna) I zapakowano do bardzo
klimatyzowanej czesci lodzi, z ktorej szybko ucieklismy na gorny
poklad, bez klimy. Dojechali BiL i ruszylismy. Do Tagbilaran
doplynelismy tuz po 9 co dawalo nam caly dzien na zwiedzanie. Jeszcze
w porcie nie moglismy sie za bardzo zdecydowac, gdzie chcemy mieszkac
– czy w tanim hostelu w miescie czy w fajnych starych domach na
przedmiesciach czy w ogole gdzie indziej. Bez decyzji wyszlismy przed
port by wziac tuk tuka a w sumie wsiedlismy do vana, ktorego kierowca
poczatkowo wiozl nas do hotelu a po drodze przekonal nas, ze dobrze
by bylo od razu pojechac na zwiedzanie. Zapakowani wygodnie
stwierdzilismy, ze to dobra opcja 2000 pesos na cala grupe jest
akceptowalna cena i ruszylismy do Baclayon. Tam widzielismy
najstarszy kosciol na Filipinach, potem Pan proponowal kilka innych
atrakcji, do ktorych nie bylismy przekonani (pyton na lancuchu, ogrod
motyli) wiec pojechalismy od razu odwiedzic tarasiery- najmniejsze
malpki na swiecie z wielkimi oczami. Podobno to one zainspirowaly
Spilberga do postaci E.T. Nie zawiedlismy sie – zwierzaki sa bardzo
slodkie, zrobilismy im chyba ze 100 zdjec! Filipek, jak znudzil mu
sie kolejny tarasier, dostal na reke chrabaszcza wiekosci jego dloni.
Na poczatku mowi, ze chce go na reke, ale odsuwal dlon I biedak spadl
na ziemie, potem sie przekonal I mowil, ze chrabaszcz go laskocze.
Ostatnia atrakcja – must see Boholu bylu czekoladowe wzgorza
(chocolat hills), ktore wygladaja jak na obrazach I sa swietne. Sa to
gorki, ktore wygladaja jak usypane niewielkie stozki, jest ich
ok.1280 i wedlug najpopularniejszej teorii powstaly w wyniku
wypietrzenia sie koralowcow. Filip byl zachwycony wspinaniem sie a
potem zbieganiem z gory, na gorze uderzyl w dzwon, ktory podobno
spelnia marzenie – jego marzeniem jest by wszyscy byli zdrowi, wiec
dbajcie o siebie! O 15 byslimy po zwiedzeniu wszystkich atrakcji
Boholu I teoretycznie moglismy stamtad wyjezdzac...ale nie przyszlo
nam to do glowy I postanowilismy, ze zamieszkamy w Nuts Huts –
domkach na palach, w dzungli przy rzece. Miejsce jest piekne, ale
naprawde trudnodostepne, zwlaszcza z plecakami na plecach. Mimo upalu
I tysiaca schodow dzielacych wejscie od chatek dotralismy na miejsce
I zamieszkalismy w bardzo podstawowych domkach z zimna woda I cudnym
widokiem na tropikalna rzeke I sciane dzungli.
Bohol
dzien 2
Bardzo
leniwy poniedzialek...na szczescie, bo Filip od rana byl nie w
humorze, rozpoczal od zjedzenia mojego sniadania – bo jego bedzie
na pozniej (naprawde dba o moja linie...) a potem robil cyrk, ze on
chce samochod, a przypomnial sobie o nim 1000 schodow od chatki. Wyl
chyba z pol godziny I nie pomagalo ani tlumaczenie, ani ignorowanie
ani wysmiewanie, zacial sie na slowie “saa-mooo-choood” . Az
doszlismy do parku przygodowego, gdzie na gorskiej uprzezy mozna
przefrunac nad rzeka - zip-line. Czlowiek kladzie sie w specjalnym
fartuchu zabezpieczonym profesjonalan uprzeza i zjezdza na linie na
sporej wysokosci co moze dac uczucie latania. Oczywiscie polatalismy
sobie, ja w tandememie z Filipkiem, ktory w jedna strone wyl, bo nie
dostal kasku jak wszyscy (nie mieli jego rozmiaru a I tak w razie
czego ja wszystko bym zamortyzowala), ale w druga byl zachwycony I
zapytal, czy jak przyjdziemy tu w nocy to w koncu siegnie po swoja
gwiazde z nieba. Bo ostatnim jego zyczeniem jest by sciagnac gwiazde
z nieba...
A
nocy niebo bylo cudownie rozgwiezdzone a dzungla glosna od odglosow
zwierzat
Bohol-Camiguin
Juz
nie chce sie nam tachac plecakow n gore (1000 schodow Ii spory marsz,
kolo 800 metrow) wiec bierzemy lodke prosto spod chatek do miasta
Loboc (170 pesos.glowe za 15 minut! Zdzierstwo!) skad pojedziemy na
druga strone wyspy z nadzieje, ze jednak plywaja dzis lodki do
Camiguin – podobno najwiekszej wulkanicznej wyspy na swiecie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz