Juz jestesmy prawie w polowie drogi na Filipiny. Spedzilismy bardzo mily i wyczerpujacy dzien w Warszawie, gdzie zwiedzilismy Centrum Nauki Kopernik. Tylko dwie godziny stania po bilety i juz w srodku. Niestety tlumy innych zwiedzajacych skutecznie utrudnialy eksperymentowanie a taras widokowy to porazka. Bardzo fajna dla Filipa byla wystawa Bzz, taka wlasnie dl przedszkolakow. Popoludniu spotkalismy sie z Grzesiem w swietnej tawernie Patris. Filip niestety padl po drodze, troche sie przespal na calikem wygodnych poduszkach w knajpie, ale kiedy postanowilismy jz wracac zrobil niezly cyrk. Zazyczyl sobie sko pomaranczowy i taki dostal. Zmienil zdanie, nie chcielismy mu kupic nowego soku, wiec ten ktory dostal wylal na chodnik....dostal ochrzan i buczal chyba z godzine. Wieczorem bylo duzo lepiej dzieki Ewci i Waldiemu, ktorzy niedosc, ze oddali nam cale mieszkanie do dyspozycji to jeszcze zabrali nas do swietnej wloskiej knajpki wieczorem. Filip sie oblowil, bo ciocia Ewa pozwolila mu pozyczyc sobie resoraki Misia.
Dzis od rana w samolotach i oczywiscie juz z przygodami....
W check-in spedzilismy jedyne 2 godziny.... Najpierw obowiazkowe wypytywanie po co, gdzie, z kim i czyje to dziecko, potem trzepanie plecakow a nastepnie....nie m dla nas biletu na dzis do Izraela. Gdyz albowiem to co widzielimy jako nasz bilet elektroniczny bylo tylko rezerwacja... Na szczescie samolot nie byl zbyt pelny wiec po dyskusji, chwili strachu i tlumaczeniach wydrukowano nam karty wstepu na poklad. Nasze bagaze co prawda nie zostaly od razu wziete ale to taki szczegol...Dowiedzielismy sie rowniez, ze nie siedzimy razem na trasie do Hongkongu a generalnie miejsca mamy miedzy kuchnia a toaleta. Na razie nie mozna nic zmienic. Czekajac na wyjscie z samolotu zobaczylismy nasze plecaki wyjezdzajace z tasme. Zostaly rzucone na ziemie a nastepnie skopane.Taki szczegol. Gorsze jest to, ze zdjeto i zostawiono rowniez pokorowiec z jednego plecakow, przy ktorym przytwierdzone sa pletwy a pokrowiec je chronil. Nasza interwnecja u zalogi samolotu nic nie dala, dopiero zlapnie kogos z obslugi lotniska daje szanse, ze byc moze pokrowiec bedzie przy bramce. Coz, juz niedlugo zobaczymy. Filip jak na razie ok, bawi sie nowymi samochodzikami i buduje z lego, ktorego kilka sztuk przezornie zabralismy z domu. Wyludzil tez ice tea za 3 dolce pol litra! Jeszcze tylko 3 godziny i juz bedziemy w nastepnym samolocie. A potem 12 godzin lotu ....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz